piątek, 30 stycznia 2015

Jak to było z tą Norwegią...

Za wiedzą i zgodą Olgi z Morsów z Chechła Rodem (dziękujemy!) przytaczamy poniżej jej relację z Morsowej wyprawy do Norwegii - koniecznie przeczytajcie, no i zajrzyjcie na ich stronę na FB :)

Morsowa wycieczka do Sandefjord w Norwegii, 25-26.01.2015

W styczniową śnieżną noc nadeszła długo wyczekiwana chwila – start morsowej wycieczki do Norwegii, na morsowisko w Sandefjord nad Morzem Północnym. Na lotnisku w Pyrzowicach zebrała się 25 osobowa ekipa, w składzie: Morsy z Chechła Rodem i ich przyjaciele, Morsy z Katowickiego Klubu Arktyka i Morsy z Klubu Pogoria Morsuje. Była też z nami jeszcze jedna osoba – pilot wycieczki, który zorganizował nam takie atrakcje, jakich sami nie umielibyśmy sobie zapewnić ;)



Po przebrnięciu przez odprawę wsiedliśmy do samolotu, po 6 rano wystartowaliśmy i po 1 godz. i 40 min. lotu byliśmy już w krainie fiordów. Norwegia przywitała nas cudowną pogodą: przepiękna zima z śniegiem i mrozem, słońce, wszystko skrzące się od szronu. Prognoza pogody sprawdziła się bardzo dokładnie. Z lotniska w Torp podjechaliśmy autobusem na stację kolejową, później 5 minut jazdy pociągiem do Sandefjord i byliśmy na miejscu.


W Sandefjord przeszliśmy kilkoma ulicami podziwiając charakterystyczną norweską architekturę. Później była krótka przerwa na zakupy w jedynym w okolicy sklepie otwartym w niedzielę i ruszyliśmy dalej w drogę. Przed nami było jeszcze około 12 kilometrów spacerku do miejsca biwaku.  Przeszliśmy słynną uliczką Bjerggata, pełną zabytkowych białych drewnianych domów, pamiętających wielorybnicze początki tej miejscowości. Tą uliczką doszliśmy do portu. Nareszcie morsy znalazły się blisko wody! :) Zamarznięta tafla przy nadbrzeżu portowym była zapowiedzią wspaniałej temperatury kąpielowej. Od tego miejsca maszerowaliśmy dziarsko na koniec fiordu. 2 i pół godziny drogi nie dłużyło nam się, bo szliśmy przez bardzo malownicze okolice. Co chwila mijaliśmy monumentalne oblodzone skały, lasy, pola uprawne, urocze drewniane domki i przystanie dla łódek. W końcu asfaltowa droga się skończyła, zrobiło się bardziej "terenowo" i ujrzeliśmy otwartą przestrzeń Morza Północnego. Nareszcie! :) Tak bardzo nie moglliśmy się tego doczekać. Szczęśliwi dotarliśmy do zatoczki Fruvika. To jedno z niewielu takich miejsc w okolicy tych fiordów, gdzie można wejść do morza z łagodnej piaszczystej plaży. Większość brzegu to ogromne, gładkie skały ze stromym spadkiem do wody.


W miejscu naszego morsowego biwaku pogoda była dużo łagodniejsza niż w centrum Sandefjord. Zaskoczyła nas ta różnica – od siarczystej, białej zimy – do dużo łagodniejszej pogody z śniegiem w ilościach śladowych. Słońce przygrzewało i w takich warunkach można było na spokojnie rozłożyć namioty, rozpalić ognisko i odpocząć po spacerze wzdłuż fiordu. Gdy ognisko paliło się już porządnie, przygotowaliśmy się do kąpieli i hop do wody!